"Kto chce wejść na szczyt, musi zaczynać od dołu, a potem iść krok za krokiem, nie przyspieszając go. Zły to taternik czy alpinista, który zaczyna wspinaczkę w góry od zrywu i wielkiego wysiłku. Dobry - idzie krok za krokiem, powoli, spokojnie"

Chodzenie po górach to nie tylko sport, to także pewien rodzaj oczyszczenia. Wchodząc na szczyt pokonujemy wewnętrzne bariery, uspokajamy nasz organizm który samoistnie chce połączyć się z pięknem otaczającej nas natury. Czasami zmęczenie ogromnie daje się we znaki ale gdy zdobędziemy szczyt czujemy dumę. To trening dla duszy i ciała. Poprawiamy kondycje ale też kształtujemy psychikę. Wyciszamy się po ciężkim dniu pracy. W górach można odnaleźć spokój. Na bieszczadzkich szlakach czasami trudno o innego wędrowca, dlatego też czasami przez wiele dni jesteśmy skazani na samotność. Obcowanie z dziką naturą, samym sobą pozwala ludziom na zmianę nastawienia, przemyślenia pewnych rzeczy. Chodź dzisiaj góry kojarzą się właśnie z dzikim głuszem dawniej były to tereny bardzo zaludnione, rożne grupy etniczne przed wysiedleniami tworzyły tam swoje osady. Wszystko wokół tętniło życiem. Dlatego też nie trudno przemierzając szlaki natknąć się na jakąś opuszczoną cerkiew lub zrujnowane małe chałupki. Góry są najlepszym lekiem na wszystkie otaczające nas problemy. Więc jeśli sobie nie radzisz, chcesz odpocząć, weź plecak i maszeruj- efekt nowo narodzonego człowieka gwarantowany.